|
Wspomnienia Dobrawy:)
|
Św. Franciszek... człowiek jak każdy z nas... Nie obcy był mu grzech... nie obce pragnienia tego świata... A jednak odmienił siebie, świat i tak wielu ludzi... On nie szukał ich, aby nawracać..., a wręcz pozostawił swoich... – szukał Boga, dla Niego pozostawił wszystko i poszedł za Nim..., a ludzie poszli za Franciszkiem. I wciąż szukają jego śladów... by zachwycić się Bogiem i przemienić swe życie...
Właśnie taki cel miała dla mnie 10-dniowa pielgrzymka z Franciszkanami z Góry Św. Anny. Wyjechaliśmy 6-sierpnia, trzema mikrobusami, których kierowcami byli O. Adam, O. Alan i O. Zacheusz. Było to dla mnie kolejne duże wyzwanie... Cała noc w drodze... Obawiałem się czy podołam siedzieć w busie bez możliwości pochylenia oparcia? Na szczęście miałem dobre koleżanki: Dobrawę, Martę i Asię, które kosztem własnej wygody umożliwiały mi abym czasem mógł się położyć.
Po prawie 20 godzinach w samochodzie, ogromną ulgą było wyjście z niego, gdy dojechaliśmy do Florencji. Niezwykła historia tego miasta wyryta jest w licznych rzeźbach, budowlach, fasadach, ulicach... Szczególnie wrażenie robi potężna katedra, którą trudno objąć jednym spojrzeniem. Jej architektoniczne bogactwo, może zawstydzić współczesnych budowniczych... Obecnie mamy ogromne możliwości, lecz już finezja nie ta... Niestety współczesny świat idzie na łatwiznę, na ilość, na komercje i zysk... Wymownym, a zarazem smutnym, tego wyrazem są bilety, które trzeba kupić, aby wejść do katedry... W tym mieście zobaczyłem Św. Franciszka, gdy w jego życiu był przepych, bogactwo, rozrywki..., lecz brakowało w tym wszystkim ducha...
Wieczorem dojechaliśmy do leżącej pod Asyżem Porcjunkuli, gdzie odbywał się "European Franciscan Meeting", w którym uczestniczyliśmy. Znajduje się tam ogromna Bazylika, mieszcząca w sobie kapliczkę Matki Bożej Anielskiej, którą odbudował Św. Franciszek oraz Kapliczkę jego śmierci.
Pozostała modlitwa o jakiś cud... Już wszyscy tracili nadzieję i rysowała się perspektywa noclegu pod gwiazdami.... Wówczas przybiegł nieco zadyszany O. Alan z informacją, że udało się załatwić pokoik w przylegającym do Bazyliki Domu Pielgrzyma:) Dzięki temu z moimi koleżankami mieliśmy doskonałe warunki i do tego jeszcze tak blisko Porcjunkuli:)
Mogliśmy, więc nawet w nocy pójść do kapliczki, aby modlić się razem ze z Franciszkiem, rozmyślać o życiu Jego i naszym... Aby jeszcze bardziej, z głębi serca, zapytać: „Panie, co chcesz, abym czynił...? Abym nie zmarnował życia... W jaki sposób mam zmierzać do tego horyzontu, którym jest świętość...? Myślałem o Franciszku, który musiał zdrowo się napracować, aby z tryskającego zdrowiem młodzieńca, który mógł wszystko... stać się schorowanym inwalidą- bez wzroku, z ranami, z wycieńczonym ciałem... i wyrzekł się wszystkiego dla Boga... Z tej perspektywy Pan Bóg dał mi spore fory... lecz moim wkładem musi być pokora, łagodność, wyrozumiałość, cierpliwość... a nade wszystko Wiara, Nadzieja i Miłość..
Patrzyłem na te ściany, 800 lat temu wzniesione rekami Św. Franciszka i zastanawiałem się nad głębia słów, jakimi Bóg przemówił do niego: „Odbuduj Mój Kościół...” Wydawać by się mogło, że było to nieporozumienie, bo Św. Franciszek odbudował Kościół w znacznie szerszym zakresie - jako Katolicką Społeczność. A jednak ten malutki Kościółek jest symbolem tego, jak niepojęte mogą być Boże Drogi... Czasem wydaje się nam, że coś jest bez sensu, bez znaczenia, bez celu..., lecz jeśli tylko poddamy się Bożej Woli, Jego Planom, to dane dzieło, może być nawet zaczynem przemiany świata i przetrwa wieki...
Niemniej, w ludzkiej naturze jest pragnienie, aby jakoś wyrazić swoją miłość i wdzięczność, więc świętym buduje się potężne bazyliki – także ku czci Św. Franciszka. W Asyżu zdumiewa miejscem, w którym ją wzniesiono.
Wiele refleksji wzbudziła we mnie Bazylika Św. Klary. Kobieta, która kochała Św. Franciszka, a nade wszystko Boga i swą Miłość wyrażała m.in. przez służbę trędowatym... Pozwoliła, aby jej Życie obumarło w ofierze dla Boga, obecnego także w drugim człowieku, lecz poświęcenie to wydało tak wielki plon, że nie sposób go zliczyć i trwa on przez wieki... I wydawać by się mogło, że to już przeszłość... lecz gdy zobaczyłem grupkę Sióstr od Matki Teresy z Kalkuty, to pomyślałem, że może w każdej z nich wciąż żyje Św. Klara... Niby zwykle dziewczęta, a jednak potrafiły oddać się niezwykłej Miłości... która jakże często nie jest kochana...
Ta Miłość jednak musi być w osobach, poprzez które doświadczam tak wiele pomocy, życzliwości, dobroci... Chociażby poprzez tej pielgrzymki Paweł, czy też Ojcowie, którzy mnie przenosili... Zwłaszcza Dobrawa, Marta i Asia, nie ograniczyły się, aby przeżyć ten czas tylko dla siebie, lecz każda z nich ofiarowała mi niepowtarzalnie piękną cząstkę ze swojego życia... rozmodlonego i szalonego:)
Wszak Św. Franciszek też potrafił śpiewać i milczeć... Taki czas wyciszenia przeżyliśmy w Carceri - pustelni Św. Franciszka. Piękne było to miejsce, na wysokim wzniesieniu, z którego roztaczała się fascynująca panorama okolic, po których wędrował Św. Franciszek.
Gdy wszyscy poszli zwiedzać teren, ja zostałem i zasłuchałem się w tę niesamowitą ciszę... Tylko w niej można usłyszeć samego siebie i Głos Boga w nas... Jego Słowa przepełnione Miłością... Jakże wymowna była odprawiona w Carceri Msza Św., gdy Jezus uobecnił się wśród drzew, w tej ciszy... Jest ona niezbędną przestrzenią, jakiej potrzebuje Bóg, aby mógł do nas przemówić, by nas przemieniać, umacniać, uświęcać... Warto było przyjrzeć się wyciszonym zakonnikom, aby zrozumieć jak bardzo we współczesnym świecie brakuje prawdziwej komunii z drugim człowiekiem, a zwłaszcza z Bogiem. Są to zazwyczaj tylko komunikaty, w których brakuję refleksji, czasu i otwartości na reakcję zwrotną. Trudno się dziwić, że ludzie oddalają się od Boga, skoro człowiek mówi, mówi, mówi..., a Bóg może już tylko milczeć...
Dopełnieniem tego dnia był przejazd do San Damiano, gdzie z Krzyża Pan Jezus przemówił do Św. Franciszka: „Franciszku, nie widzisz, że mój dom chyli się ku ruinie? Idź więc i napraw go dla mnie.”
Słowa te zmieniły bieg historii... i stały się zaczątkiem Franciszkańskiego zgromadzenia... Chyba każdy z nas pragnie zrodzić coś z siebie, zbudować, pozostawić po sobie..., lecz wielu ludzi idzie na manowce, bo nie widzą jasnego celu do którego mają dążyć... Poprzez Św. Franciszka Bóg pokazał taki cel i dlatego tak wielu poszło za nim... Pomimo ascetycznego życia, jakie przyjęli, aby naśladować swojego Mistrza...
Te ubogie warunki, w jakich mieszkali pierwsi Franciszkanie zobaczyliśmy w Rivotorto. W tej miejscowości znajduje się kościół, wewnątrz którego odkopano i odbudowano chatkę, w której gromadziła się pierwsza wspólnota Franciszkańska. Trudno wyobrazić sobie, jak można żyć w tak ciasnym budyneczku, lecz myślę, że doskonale sprawdzało się tu powiedzenie: „co cię nie złamie, to cię umocni...”
Także nam zdarzały się trudne sytuacje..., lecz przecież była to pielgrzymka śladami Św. Franciszka, a jemu często nie było łatwo... Zwłaszcza w jego domu, szczególnie wymowna była malutka nisza, zasłonięta kratą. W niej ojciec więził Św. Franciszka, bo był przekonany, że postradał on rozum... Ojciec... a nie potrafił zrozumieć, sprawiał przykrość i ból... Zastanowiłem się wówczas, jak ja reaguję na wszelką niesprawiedliwość, niegodziwość, nieuprzejmość... I myślę, że jeszcze tak wiele powinienem uczyć się od Św. Franciszka...
Wiele pozostawionych przez niego „śladów” znajduje się w muzeum w Porcjunkuli. Już przy wejściu zdumiewają dwa gołębie (turkawki), które trwają przy jego figurze. Można zastanawiać się, dlaczego koleje pokolenia tych ptaków upodobały sobie to miejsce? Czy mogłoby tak być, gdyby to nie był wciąż ten sam Św. Franciszek...?
Jeszcze większe zadziwienie wywołują cierniste krzaki, które przemieniły się w róże bez kolców, gdy Franciszek rzucił się na nie w chwili pokusy... Aby poprzez zadany sobie ból, przezwyciężyć pragnienie przyjemności... A Bóg poprzez róże powiedział: „Bardziej niż ty-Franciszku, muszą przemienić się cierniste krzaki, które symbolizują ten świat...” Każdy z nas powinien pozbawiać ten świat kolców, powinien czynić porządek w sobie i wokół siebie, powinien przemieniać świt, w którym dane jest nam żyć... Choćby poprzez modlitwę... Wymownym tego znakiem był Różaniec ofiarowany mi w Bazylice przez przechodzącą nieznajomą...
Symboliczna była też kończąca spotkanie młodzieży franciszkańskiej, Msza Św., odprawiana przez Generała Franciszkanów O. José Rodriguez Carballo. Na zakończenie, każdy otrzymał Taukę wraz ze słowami: „Idź i Odbuduj Mój Kościół... ”
Pozostało nam się spakować i pojechać do Rzymu... za Św. Franciszkiem, bo tam był... Nie wiedzieliśmy dokładnie, gdzie będziemy spali – prawdopodobnie na jakimś polu namiotowym, na przedmieściach Romy. Chociaż zastanawiałem się, czy nie byłoby możliwości, aby przenocować w Rzymskiej Kurii Generalnej Franciszkanów...? Był Generał, więc po mojemu wystarczyło zapytać... Przecież to tylko dwie noce u swoich... Bardziej rozsądni niż ja jednak sprowadzili mnie na ziemię, że nie wypada...
Po dojechaniu na Kamping, O. Alan wykorzystał zapewne cały swój urok i wdzięk, aby załatwić dla mnie i Dominiki (także na wózku) dwa pokoiki w domkach kampingowych:) Obawiałem się noclegu pod namiotem a tu, wraz z koleżankami miałem komfortowe warunki:)
Już nikt mi nie powie, że w zachodnich krajach nie ma barier architektonicznych... Warto też docenić to, co już w Polsce zrobiono.
Najważniejszym punktem tej wyprawy był Watykan, a zwłaszcza miejsce spoczynku Jana Pawła II. Najpierw zwiedziliśmy Bazylikę Św. Piotra, chociaż tak naprawdę potrzeba conajmniej jednego dnia, aby wydobyć choćby okruchy z ogromu rzeczy, niezwykłej architektury i całej spuścizny historii...
Choćby już samą Pietę, nie wystarczy zobaczyć, zrobić zdjęcie i pójść dalej... Stanowi ona raczej przyczynek do kontemplacji, refleksji, zadumy, modlitwy...
Osobiście bardziej jednak wierzę w Dotknięcie Serca... a w tym niezrównanym był Jan Paweł II. Pozostawił on ciepły ślad także w moim sercu i pragnę wciąż powracać do niego, bo „przecież nie cały umieram, to co we mnie niezniszczalne trwa!” Zanim i ja – miejmy nadzieję - narodzę się dla nieba, to moje fizyczne ciało szuka materialnych znaków... przy których warto się zatrzymać, aby w gonitwie... nie zagubić tego co najważniejsze... nie przebiec obok, tego co było celem... bez możliwości powrotu...
Później cały Watykan i Rzym, były już tylko tłem, dla tych chwil, gdy tak bardzo czułem Jego Obecność... i poprzez Niego mogłem być bliżej nieba... Jeszcze chwilka przy sarkofagu Św. Piotra i wyjście na plac jego imienia. Tyle razy widziałem w telewizji to miejsce – takie odległe, niezwykłe, nieosiągalne... I teraz mogłem tam być...:) Mogłem patrzeć na obelisk, na otaczające arkady, na okno, z którego mówił Papież... Aż trudno mi uwierzyć, że byłem Tam... a później także na Lateranie (pierwsza siedziba papieży); przy schodach z pałacu Piłata; przy Koloseum...; a nawet w Włoskiej Pizzerii:)
Na kamping miałem powrócić jednym z naszych busów, który miał problemy techniczne i szukał warsztatu w Rzymie... Nikt go nie naprawił, wiec o. Zacheusz z Martą poszli szukać pomocy do Franciszkańskiej Kurii Generalnej, a ja zostałem z Dobawą. Nade mną rozgwieżdżone niebo, przede mną w oddali Watykan z rozświetloną Bazyliką Św. Piotra, a we mnie modlitwa i trochę żal, że nie poszedłem z nimi... Wszak to Franciszkańska „Centrala” i miejsce, gdzie marzyło mi się nocowanie...
Długo to trwało, aż w końcu powrócili i oznajmili, że jutro ktoś zajmie się samochodem i musimy przenocować w Kurii:) Niesamowicie serdecznie przyjął nas tam O. Ernest Siekierka, którego życzliwość i troska sięgała do najlepszych wzorców Ojca Franciszka:) Będąc w tym pięknym klasztorze – także na porannej Mszy Św. dziękowałem Panu Bogu, że pokazuje, iż warto jest mieć marzenia:)
W drodze powrotnej jechaliśmy wybrzeżem Adriatyku, nad którym zrobiono postój i mogliśmy co nieco się poopalać:) Na nocleg pojechaliśmy do Polsko-franciszkańskiej enklawy w Osimo. Tym razem ogromną życzliwość okazał O. Marcin, który na nocleg udostępnił mi pokoik za klauzulą.
Niezwykłym Darem Opatrzności było Święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny- 15.sierpnia. Tego dnia odwiedziliśmy sanktuarium w Loreto. W centrum tego miasta, wewnątrz potężnej bazyliki, znajduje się Domek, w którym Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi i poczęła z Ducha Świętego...
Podobnym doświadczeniem Bożej obecności, była wycieczka do Orvietto, gdzie w przepięknej katedrze jest pamiątka cudu Krwi Pańskiej, która wytrysnęła z hostii na obrus ołtarza.
Uwieńczeniem naszej pielgrzymki śladami Św. Franciszka było nawiedzenie Bazyliki św. Antoniego w Padwie. Ten znakomity kaznodzieja był jednym z pierwszych naśladowców Św. Franciszka. Obecnie Św. Antoniego najbardziej znamy, jako patrona ludzi i rzeczy zagubionych.
Pozostała ostatnia noc w podróży, aż do ok. piątej nad ranem. Wówczas mieliśmy ok. 1.5 godzinny postój w Wiedniu. Na ulicach tylko pojedyncze osoby, cisza, spokój... prawie jak na mojej wiosce:) Jedynie trochę więcej ulic, bo mieliśmy problem, aby odnaleźć rynek... Doszliśmy do jakiejś wielkiej Katedry i pozostał niedosyt... I dobrze... bo narodziło się we mnie kolejne marzenie, aby przyjechać tam na dłużej...:) Św. Franciszek nauczył mnie, że nawet, gdy tylko tli się nadzieja, to warto próbować, rozpalić choćby iskierkę, która może rozpalić się w źródło światła i ciepła... dla mnie... dla innych... dla świata.... |
Ciąg dalszy we wspomnieniach Dobrawy:)
|
|
Ja również odbyłam podobną "wyprawę", ale z przyjemnością zanurzyłam się w Twoje wspomnienia posiadasz w sobie wiele ciepła, wiary, miłości to miłe znaleźć na stronach Internetu bratnią duszę 10 grudnia 2009 20:39 Jolanta L | |
|
I ja tam byłam. Podziwiam głęboką wiarę i ufność Pana, jak w/w widać wiara nie tylko góry przenosi - ale pomaga osobie na wózku- docierać wszędzie. Mój syn jest również niepełnosprawny - b. brakuje mu radości i zadowolenia w życiu. Mam nadzieję, że lektura P. strony pomoże mu docenić własne życiowe możliwości, może znaleźć przyjaciół. Serdecznie pozdrawiam 7 listopada 2009 21:53 Zosia | |
|
Panie Jacku! To jeszcze raz ja - Ewa. Nigdy nie byłam tam gdzie żył św. Franciszek to zawsze było moje marzenie, ale ponieważ mam zawsze jakieś zwierzątko w domu i rodzinka z nim nie może zostać to nigdzie praktycznie nie wyjeżdżam. Dziękuje za te piękne wspomnienia, bo dzięki Panu mogłam przez chwilkę być w Asyżu. Ma Pan piękny język literacki! 30 sierpnia 2009 14:23 Ewa K | |
|
Mam mieszane odczucia, może dlatego że jestem podobny do Ciebie, co do tej stronki. Wszyscy mówią, że dzięki Tobie są zachwyceni. Również Ciebie podziwiam, ale wiedz, że bez woli Boskiej nic się nie dzieje. Wiem, teraz na pewno pomyślisz, o co mi chodzi.... Dziękuj dla Boga za to, co masz i wybacz mi. Chce żebyś szukał prawdziwej drogi powtarzam prawdziwej zacznij od Bizancjum pozdrawiam, 8 maja 2008 23:33 Paweł | |
|
Jesteście wspaniali bardzo was lubię 3 kwietnia 2008 15:24 Kasia j | |
|
A czy gadacie ze zwierzętami? Bo ja tak. Wszystko mi mówią, co mam robić i wiele razy uratowały mi życie. Jesteście wspaniali. Dziękuję za wszystko. Wzruszyliście mnie do łez. Serdeczności i buziaczki ślę 22 lutego 2008 13:30 Danuta M | |
|
Jesteś wspaniały, ja jestem niby sprawny fizycznie, ale nie wiem co z sobą zrobić. 19 stycznia 2008 19:00 Tadeusz N | |