Strona główna Warto przeczytać:) Można Zobaczyć English version
Miłość Eucharystia

Jako nastolatek czułem się jak ktoś, kto wzbudza niezdrową ciekawość i razi czyjeś poczucie "dobrego smaku".
Z tego powodu, nie wyobrażałem sobie, abym mógł wyjechać, poza moje mieszkanie, na wózku inwalidzkim. Kojarzył mi się on z przekleństwem, którego należy się wstydzić i ukrywać... Pamiętam, że gdy miałem 15 lat, mój kuzyn - Jurek zabrał mnie na spacer, to z całych sił przyciskałem hamulec i koła stały w miejscu. Czułem się wówczas na wózku strasznie poniżony... Jurek po kilkudziesięciu metrach zrezygnował, a mi pozostała samotność...

Samotność to czas odkrywania samego siebie, aby mieć czym obdarzyć drugą osobę

Wówczas moją jedyną towarzyszką była nauka. Najważniejsze, bowiem jest, dla mnie, to abym nie zmarnował życia, by nie przeminęło ono bez żadnego dobrego śladu pozostawionego przeze mnie.
Z tamtego okresu szczególnie cenię sobie korespondencję z szefem Instytutu Fizyki - Wojskowej Akademii Technicznej. Zaprosił mnie on nawet na międzynarodową konferencję naukową do Juraty. Była to bardzo cenna propozycja, gdyż oprócz spotkania z gronem znakomitych naukowców, mogłem także, przez tydzień, wypocząć w elitarnym ośrodku wczasowym, nad morzem.
Niestety, musiałem zrezygnować z tego wyjazdu, gdyż nie znałem nikogo, kto mógłby pojechać ze mną jako opiekun...

Właśnie poczucie osamotnienia było dla mnie najbardziej dokuczliwe, bo największą tragedią niepełnosprawności nie jest sama ułomność, lecz samotność... Trudno było mi wierzyć, że odnajdę przyjaźń, gdyż w naszym społeczeństwie zazwyczaj bardziej "normalne" są relacje np. z jakimś pijakiem, draniem, brutalem, egoistą... niż z niepełnosprawnym chłopakiem... Nie każdy, bowiem uświadamia sobie, że niekiedy większe może być ukryte kalectwo moralne, czy też etyczne, niż ułomność fizyczna. Ta jednak jest szczególnie widoczna, więc obawiałem się braku akceptacji i odrzucenia.

Alienacja ta sprawiała, że przez wiele lat żyłem w swego rodzaju złotej klatce - bezpiecznie, wygodnie, pod troskliwą opieką Mamusi i Tatusia, ale tak naprawdę, życie płynęło obok mnie, a ja stałem w jednym miejscu - u brzegu i tylko się przypatrywałem... Teraz nie mam wątpliwości, że najwięcej ograniczeń było w braku Wiary, Nadziei i Miłości... I wiem, że na ile udaje mi się przełamywać samego siebie, na tyle mogę wypłynąć na głębię, do czego nawołuje sam Jezus! (Łk 5,4)

EGZAMIN

Co wniosę w Twoje życie,
a Ty w moje?

Może przemkniemy obok siebie,
w pośpiechu goniąc uciekający czas...

Albo zatrzymamy się na chwilę,
by wzajemnie uczyć się od siebie.

Bo tylko w tym, co potrafimy sobie dać,
możemy zdać ten Egzamin,
którym jest całe życie,
a jego wynikiem - wieczność...

Często sam strach przed jakimś potencjalnym niebezpieczeństwem nie pozwala nawet spróbować... Wystarczy jednak uwierzyć, że Pan Jezus nie każe nam wypływać na głębie, aby narazić nas na jakąś szkodę, ale po to byśmy mogli rozwinąć żagle, aby Boży Duch mógł w nas tchnąć! Nie wystarczy wypływać tylko na jakieś bezpieczne, znane nam jeziorko, bo w ten sposób bardzo ograniczamy możliwość działania w nas Opatrzności, która wraz z nami kształtuje całe nasze życie!

Takie trudne wyzwania są dla mnie swego rodzaju egzaminami dojrzałości, poprzez które Bóg sprawdza moje przygotowanie, abym mógł pójść dalej. Albowiem On daje swe Łaski tylko wtedy, gdy jestem gotowy, aby je przyjąć i by ich nie zmarnować.

Nie chcę, więc stać w miejscu, lecz pragnę odnajdywać drogę, która stanowi o wartości mojego istnienia i wiedzie do jego wypełnienia. Właśnie świadomość naszego umysłu domaga się czegoś więcej niż tylko biernej wegetacji. Jedynym lekarstwem na taką egzystencjalną pustkę, jest stawianie sobie celów, do których dążymy. W doczesności jednak nic, nie zapewni nam trwałego szczęścia. Każde osiągnięcie może być tylko kolejnym etapem kształtowania naszego życia i osobowości. Zazwyczaj, bowiem satysfakcja ze zdobycia każdego doczesnego celu trwa dosyć krótko, gdyż to, co osiągamy przechodzi do przeszłości, a przecież sensu i celu życia można poszukiwać tylko w przyszłości. Ją natomiast kształtuje każda chwila przeżyta (albo zmarnowana...) właśnie Tu i Teraz...

Miłość Eucharystia

Twój komentarz:
Imię i Nazwisko:    e-meil:   

Jacku, Twoje strony są tak bogate, że nie wiem, kiedy wszystko ogarnę. Tym bardziej, że ciągle dodajesz nowe:) Bóg obdarował cię tyloma łaskami i Ty umiałeś przyjąć je. Słów brak, żeby wyrazić cały podziw. Piękno słowa, wyrazu, obrazu, serca... Jesteś pięknym Jego Stworzeniem. Widziałam, że byłeś w Sopocie. Ja mieszkałam we Wrzeszczu, Oliwie i od 20 lat w Gdyni.
Niestety nie mogę zaofiarować Tobie pobytu, ale to cudne, że są inni o tak pięknych sercach. Jacku, czyń dalej, co czynisz:D To piękne i baaardzo potrzebne. Serdecznie Cię pozdrawiam - I.

17 lipca 2008 20:35

Iwona N

Witaj Jacku cieszę się, że Jesteś. Tacy ludzie jak Ty uczą mnie pokory i dodają sił do dalszej walki o szczęście. Pomagasz zrozumieć, jakim darem jest życie. Pozdrawiam tak Trzymaj

8 lipca 2008 11:48

Małgorzata

Warto żyć, nosić swój krzyż co dnia... A Pan wynagrodzi 100-krotnie. Ufaj Panu i pamiętaj On nigdy nie zawodzi bo jest najlepszym Twoim Przyjacielem...

24 czerwca 2008 20:38

madzik

A ja cierpie na depresje od 10 lat. Bywało gorzej, lepiej. To nie do zniesienia, podobnie jak samotność i pustka, którą odczuwam.

28 maja 2008 12:33

brak_recepty

Mam 26 lat i jestem nieśmiała odkąd pamiętam. Mam trudności z otwieraniem się przed ludźmi. W zasadzie to na własne życzenie jestem samotna. Czasami jednak ta samotność mi przeszkadza...

24 maja 2008 17:37

slonko26

Bardzo cieszę się że znalazłeś w swoim życiu Chrystusa:) Każdy dar życia, czy to trud kalectwa fizycznego czy psychicznego, odkryty w Bogu staje się tryskającym źródłem życia! To piękne, że odkryłeś na nowo swoje życie. Życzę Ci byś każdego dnia powierzał Mu swoje codzienne zmagania i trud, a szczególnie samotność. Słowo z wczorajszego dnia - "przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię" niech Ci dodaje sił do wiary!

30 kwietnia 2008 13:38

Aga

Witam. Borykam się z moją samotnością chyba odkąd skończyło się moje dzieciństwo.. Czasami zdarzają się jakieś dni wróżące koniec tego pustego domu i pustego życia, ale są to chyba tylko przebłyski, bo obojętnie co bym zrobiła czuję się sama.. Skazana na to czasem przekonuje się o tym, że jestem jak "wybrakowany model". Wszystko układa się dobrze, spotykam, rozmawiam, śmieje się, ale w pewnej chwili, jak fałszywa nuta, pojawia się w mojej głowie przekonanie, że to nie dla mnie. Może, dlatego że nigdy nie czułam się kochaną, a nasz dom nie był wypełniony niczym innym oprócz krzyku albo.. ciszy? Najbardziej jednak boli mnie to, że przez tą frustrację uciekam się różnych zachowań, które tylko mnie niszczą i kaleczą, na które ani trochę nie mam ochoty..
Nie potrafię sobie radzić z samą sobą. Ktokolwiek zna receptę na taką chorobę?
Czując się udręczoną i zmęczoną życiem w wieku lat 18

26 kwietnia 2008 18:26

ev

Jesteś THE BEST. Jestem pełna podziwu. Nic dodać, nic ująć. Podziwiam Cię

23 kwietnia 2008 23:03

Iwona S

noc jest wielkim, kosmatym pająkiem, tylko we dwoje mamy jakąś szansę...
Jestem jak wy samotna, ale na mnie już nawet nikt nie patrzy...

21 kwietnia 2008 00:23

Maria

Jacku, jestem na etapie ogromnych zmian w swoim życiu. Poszukuję tego, co najważniejsze - swojego miejsca i poczucia sensu życia... Emocje, które mi towarzyszą przez ostatnie miesiące to poczucie pustki emocjonalnej i egzystencjonalnej, brak uchwycenia sensu własnego istnienia, poczucie własnej beznadziejności i rodząca się obojętność wobec świata i siebie. Bardzo się boję... Boję się każdego dnia i każdej nocy... Życie jest ogromną próba dla nas wszystkich. Ciągła walka i strach... Podziwiam ludzi takich jak ty, którzy pomimo kalectwa widzą świat pozytywnie, czerpiąc z niego o wiele więcej aniżeli ludzie pełnosprawni. Może, dlatego, ze człowiek obarczony jakąś niepełnosprawnością potrafi dostrzec właściwy sens... Podobno rzeczy najbardziej wartościowe to te, które przychodzą z wielkim trudem, często okupione są cierpieniem i bólem... Dla mnie życie zawsze będzie wielką tajemnicą. Czuje się w nim jak kropla w całym oceanie wszechrzeczy... Piszę teraz do Ciebie i jest mi wstyd, ze będąc osobą zdrową, w pełni sprawną nie potrafię cieszyć się życiem, ciągle się boję. Ten strach paraliżuje mnie od wewnątrz... Być może w moim życiu za mało jest Boga... Wiem, że odsunęłam się od niego i tak trudno mi wrócić... Może wynikiem tego jest moja wewnętrzna pustka. Szukam oparcia w innych ludziach, a tak naprawdę powinnam zwrócić się do Niego... Pozdrawiam Cię i życzę wielu cząstek dobrego...

20 kwietnia 2008 22:10

magnolia

Jacku, muszę to powiedzieć! Jesteś wspaniały! Zobacz ile radości i refleksji u innych sprowokowałeś swoim podejściem do życia! Wielu "pełnosprawnych" powinno uczyć się od Ciebie pokory, siły i ducha walki z przeciwnościami, jakie stawia nam życie... Ja w każdym razie czuję się zawstydzona i "mała" przy Tobie... Jeśli będziesz miał ochotę napisać - zapraszam:)

16 kwietnia 2008 19:22

Natalia T

Mam 26 lat i jestem tylko Ja i Moja Córcia. Jesteśmy same i mogę tylko liczyć na siebie........... Natalia mam tak samo jak ty...... Faceci widza tylko wygląd a jak się ich odpycha to pokazują, kim jest człowiek dla nich..... Lepiej być samej... Rozumiem Ci doskonale też przegrałam życie ale mam iskierkę nadziei ze los się do nas uśmiechnie i spełni nasze marzenia............... i nie będziemy same. a co do koleżanek i przyjaciółki opuściły kiedy najbardziej były mi potrzebne............

9 kwietnia 2008 21:59

ellmirka

"Jedynie samotność jest w życiu człowieka stanem graniczącym z absolutnym spokojem wewnętrznym, z odzyskaniem indywidualności. Tylko w pochłaniającej wszystko pustce samotności, w ciemnościach zacierających kontury świata zewnętrznego można odczuć, że się jest sobą aż do granic zwątpienia, które uprzytamnia nagle własną nicość w rosnącym przeraźliwie ogromie wszechświata."

— Gustaw Herling-Grudziński "Inny świat"

Nie ma na tym świecie ludzi doskonałych, ale odnalezienie własnego miejsca i celu jest najważniejsze. I pomimo wciąż obecnej mi samotności i pustki. Uważam, że zdarzają się chwile w życiu, dla których warto czekać. I to właśnie nim trzeba się oddawać i pomimo smutku i samotności można czuć się wypoczętym. Podziwiam was i życzę odnalezienia własnej drogi postępowania.

7 kwietnia 2008 01:31

darrick

Nie wiem czy można być bardziej samotną niż ja... Jest mi tak okropnie źle. żadnej koleżanki nie wspominając już o przyjaciółce, tylko faceci którzy widzą we mnie mój wygląd nic poza tym. Mam 25 lat a czuje jakbym przegrała życie... Samotność to taka straszna trwoga..

6 kwietnia 2008 16:01

Natalia

Dzisiaj są moje imieniny, co roku bardziej samotne i pozbawione sensu jak całe moje życie. Nie mam przyjaciół, wszystkiego się boję, niczemu nie umiem sprostać. A u podstawy tego wszystkiego leży brak akceptacji ze strony najbliższego mi człowieka... Człowieka, który zniszczył moje zdrowie i życie, a potem się mnie wyparł... mojego ojca... Do końca życia sobie z tym nie poradzę... To wspaniale, że Ty Jacku, chociaż masz większe problemy niż ja - potrafisz się podnieść. Podziwiam Cię za to... I życzę najlepszego, co może być na świecie - miłości.

8 marca 2008 12:28

samotna

--> Maja - chyba żartujesz. Mam zgadzać się na bycie z kimś, pomimo że jest mi z tą osobą źle? Byle tylko nie pozostać samotnemu? Uważam to za chore posunięcie. Ta osoba mogłaby mi działać na nerwy CODZIENNIE. Jak to wytrzymać??? Tego się nie da wytrzymać, 1000 razy wolę być samotna. Mówię to, bo miałam taką sytuację i wybrałam samotność, a właściwie to, po co tak narzekać. Trzeba korzystać z tego, co się ma, a nie za wszelką cenę gonić za jakimiś drętwymi znajomościami. Samotność jest uciążliwa tylko dla tych, którzy nie potrafią zorganizować sobie czasu.

1 marca 2008 13:25

Marta

To jest w nas, w głowie, błędne koło - jestem smutna bo jestem samotna, jestem samotna bo jestem smutasem i marudą. W części to depresja - ten smutek i brak radości życia i motywacji żeby zacząć nowy dzień – bo po co. A to takie proste - dać innym ciepło i miłość i dostać to samo, albo choć pomóc i poczuć się potrzebnym, to dobry początek, ale jakie to trudne. Pozdrawiam Cię, dziękuję, uzmysłowiłeś mi coś.

25 lutego 2008 21:56

Grażyna

Tak mi się strasznie wszystko rozsypało w życiu. Zastanawiam się gdzie popełniłam błąd, co zrobiłam źle? Uczono i wychowano mnie, aby tak żyć, by nie krzywdzić, własne sprawy stawiać na drugim planie, aby ci, których spotykasz na ścieżkach swojego życia byli najważniejsi. I teraz okazuje się, że chyba źle mnie wychowano, że trzeba było żyć inaczej. Ze to ja powinnam być zawsze na pierwszym planie, moje sprawy, że trzeba było się rozpychać łokciami i iść do celu bez względu na wszystko i wszystkich. Ten świat nie chce miłych uczciwych. Mówią do ciebie, że jesteś taki dobry a za twoimi plecami śmieją się z ciebie. Pozdrawiam wszystkich

22 lutego 2008 00:25

kalina

Najgorzej jest być samotnym w tłumie. Widzisz tłum stojących koło Ciebie osób każdy się do ciebie uśmiecha...ale nie jest to szczery uśmiech. Każdy wydaje się serdeczny...ale nie jest to serdeczność serca. Nikomu nie życzę takich doświadczeń, samotność jest okropna. Dlatego starajmy się doceniać tych, którzy chcą przy nas trwać, chcą z nami znosić trudy i wędrować przez ciężkie ścieżki życia. Pozdrawiam ciepło wszystkich;]

17 lutego 2008 14:02

Maja

Ja uważam że jesteś wartościowym człowiekiem. Mimo choroby nie poddajesz się i cieszysz się życiem. Twoja stronka pozwala wiele zrozumieć i w moim życiu. Pokazuje ile jest piękna.

16 lutego 2008 12:11

Ania

Witajcie Wiecie patrząc z ziemskiej perspektywy to wielu ludzi jest samotnych. Ja mogę powiedzieć, że całe życie byłem samotny. Właśnie rozstałem się z kobietą, którą bardzo kochałem w sumie to mój drugi związek, który się rozpadł. Miałem kiedyś świadomość tego, dlaczego się to wszystko dzieje w moim życiu, lecz niestety zapomniałem o tym. Patrzyłem na swoje życie z ziemskiej perspektywy a tak naprawdę to jesteśmy istotami duchowymi doświadczającymi ludzkiego życia. I ta duchowa istota we mnie pokierowała mną abym się obudził, co właśnie to robię. Dużo mógłbym pisać, ale polecam Wam książkę "Rozmowy z Bogiem" autor: Neale Donald Walsch. Jest wiele tego typu książek, ale wszystkie mówią jedno. To My w 100% odpowiadamy za swoje życie. Mam nadzieję, że ten mój tekst pomoże komuś w odpowiedzi na pytania, które zadaje. Kocham Was

15 lutego 2008 15:52

Zbigniew C

Witam.. Ja wiem natomiast, że nawet, jeśli jesteś dobry i dajesz Komuś miłość i chcesz żeby było dobrze to i tak dostaniesz kopa... Ludzie lubią zaradnych bogatych i wesołych a nie spokojnych miłych i dobrych... Mówią, że to dobry człowiek i śmieją się za plecami, że niezaradny... Chciałabym znaleźć normalnych uczciwych przyjaciół, którzy są pozytywnie nastawieni i którzy myślą, że jeśli chcesz z kimś pogadać to nie dlatego, że coś potrzebujesz... I nie szukam partnera. Mój 2 pięcioletni związek się rozpadł i naprawdę mam dosyć. Wszyscy myślą tak naprawdę tylko o sobie... Chyba oczekuje ze ktoś mi udowodni ze tak nie jest.. Pozdrawiam PS b. Mądra strona

2 lutego 2008 03:23

Xenia

Witam, szukałam słowa samotność, która towarzyszy mi przez większość mojego życia. Obecnie żyję w drugim związku i jestem samotna jak nigdy. Nie jestem sama. Mam rodzinę, koleżanki, znajomych. Lecz jestem strasznie samotna. A "samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie" jak śpiewał Rysiek Riedel. Lecz wierzę, że jest Bóg. Piszesz o sobie, o św. Franciszku z Asyżu o naszym Papieżu Janie Pawle II. Największymi autorytetami duchowymi i moralnymi są właśnie św. Franciszek, Ojciec Święty Jan Paweł II, Matka Teresa z Kalkuty. Staram się na miarę swoich możliwości kontynuować ich dzieła. Bardzo doceniam i podziwiam ludzi takich jak Ty. Za pogodę ducha, serce, ciepło, radość, uśmiech mimo ułomności fizycznych - wielkich duchowo i moralnie. Cenię również Panią Annę Dymną, za to co robi i ile robi. Życzę z całego serca wielu pogodnych dni oraz wytrwałości w pokonywaniu znojów codziennego życia. Tacy ludzie jak Ty zapalają iskierkę nadziei, że mimo trudnych chwil warto żyć. Pozdrawiam Jolka

13 stycznia 2008 13:39

Jolanta M

Bardzo ostatnio się zagubiłam... Wciąż uważam ze nie ma dla mnie miejsca na świecie.... Nikt nie może mi pomoc gdyż nawet nie próbują mnie wspomóc, ale stwierdziłam ze nawet, jeśli ktoś by spróbował to nie ma szans ja już i tak nie będę taka jak kiedyś..:(

9 stycznia 2008 20:36

Tereska

Samotność- próba losu... tego wielkiego szaleństwa świata... Kiedyś, ktoś powiedział, że samotnym jest się wtedy, gdy w jakiejś odległości są ludzie, którzy na nas czekają.. Może troszkę w tym racji.. Z drugiej strony zataczamy istne kółko.. gdyż błąd za błędem... Tak cicho... oddycha człowiek w czterech ścianach... tak cicho mówią wszelkie przedmioty.. tak cicho w nas czy raczej krzyczymy.. i próbujemy się wydostać z naszego wewnętrznego więzienia... z barier w nas samych... wszelkich niedoskonałości... i czasem nawet braku... w każdą nadzieję... bo w nadzieję się wierzy.. Jak można temu wszystkiemu sprostać... gdy kłody i kłody... rzucane coraz mocniej i ciężej... czy los nie daje wytchnienia... czy... to wszystko jest na coś... tylko na co... by sprawdzić człowieka... by dodać mu... siły... za częste "siłowanie się" może w końcu zniszczyć... nawet i osobowość.. gdy człowiek jest ciągle besztany.. ile można, ile... Właściwie.. ech... Próby... błędy... ciągle inne koleje... Non stop... bez wytchnienia... Nie wiem... Każda chwila kształtuje człowieka....- w tym racji wiele...

9 stycznia 2008 00:00

Marta

Witam! Skoro trafiłem na temat samotności? To dorzucę i od siebie kilka słówek. Akurat i mi w darze od losu przytrafiła się samotność. Takie moje wędrowanie... Patrząc na to z punktu wiary, jest mi po coś dana. Dlaczego? Czy uda mi się w niej znaleźć sens? Jak każdy, po prostu jej nie znoszę. Wierzę, że ten rok wniesie jakieś zmiany. Pozdrawiam Ciebie Jacku i pisz jak najwięcej!

2 stycznia 2008 17:13

Zbyszek

Zobacz komentarze:   2005 i 2006 rok >>   2007 rok >>

WARTO PRZECZYTAĆ:

Aby nie zmarnować życia
Po, co żyjemy?
Na początku była samotność...
Przeistoczenie
Dar Przyjaźni - Darem Życia
To, co w życiu jest najważniejsze
Pozostawić ślad Miłości
Zaproszenie do Sopotu
Medugorje - spełnione marzenie
Z Wojskiem Polskim do Lourdes
Śladami Św. Franciszka z Asyżu
Piesza Pielgrzymka Opolska
Rekolekcje - Siłą Jego Potęgi
Rekolekcje, które polecam
Jak -o- mnie piszą?
Strony, które polecam
Moje publikacje
Wystąpienia
Wyróżnienia
Moja praca wyróżniona w konkursie
Centrum Wolontariatu


Miłość Eucharystia

Turnusy Rehabilitacyjne
(Mt 5,1-12a)

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy /ludzie/ wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie.
samotność